Liga Mistrzów. Kto zagra w półfinale? Borussia z Bayernem, a Barca z Realem!

 
Komentarze 0

Barcelona, Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Real Madryt (kolejność alfabetyczna). Jakie pary nie połączy ze sobą los podczas piątkowego losowania półfinałów Ligi Mistrzów, będzie ciekawie. Właściwie w każdej konfiguracji, bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że w czwórce znalazły się rzeczywiście najlepsze w tym momencie drużyny Kontynentu. Nawet jeśli za najsłabszego półfinalistę uznamy Borussię Dortmund (bo znalazła się w tym gronie nie szósty raz z rzędu jak Barcelona, ale pierwszy od 15 lat, a tabeli Bundesligi do Bayernu Monchium dzieli ją przepaść) to i tak jej droga do półfinału budzi szacunek: wygranie grupy śmierci z Realem Madryt, Manchesterem City i Ajaksem, odprawienie objawienia rundy grupowej, czyli Szachtara Donieck, pogromcy obrońcy trofeum, wreszcie dramatyczny dwumecz z Malagą, która okazała się dużo silniejsza i lepiej ułożona niż się wszyscy spodziewali.

Ja najchętniej chyba obejrzałbym w półfinale ponowne starcie Borussii z Realem Madryt, bo rywalizacja w grupie nijak ma się do walki o finał, jakże istotny dla Jose Mourinho i Realu Madryt, śniących o decimie, mających w pamięci gorycz porażki w półfinale w ubiegłym roku (pamiętne obrazki Mourinho klęczącego podczas rzutów karnych). Juergen Klopp już dwukrotnie przechytrzył Mourinho, w dwumeczu w grupie zgarnął cztery punkty, wymyślił sposób na powstrzymanie Xabiego Alonso (zaskakujący plaster w postaci Mario Goetze) i Cristiano Ronaldo, który tłamszony przez Łukasza Piszczka w Dortmundzie, w drugiej połowie zmuszony był przenieść się na środek. Ale Borussia grająca tak nieskutecznie i popełniająca tyle błędów w defensywie co w dwumeczu z Malagą zostanie zmieciona przez Real z powierzchni ziemi. Co ciekawe w ankiecie którejś z hiszpańskich gazet, która mignęła mi w Internecie najwięcej kibiców Realu chciałoby trafić w półfinale na… Barcelonę, a dopiero w drugiej kolejności na Borussię (znalazło się też 26 % szaleńców, którzy najbardziej chcieliby Bayern). I nie dziwię się im w kontekście ostatnich El Clasico, choć granych bez Tito Vilanowy.

Ponieważ jestem zwolennikiem teorii spiskowych, w najmniejszym stopniu nie zdziwię się jeśli los rękami Gianniego Infantino połączy ze sobą dwie hiszpańskie i dwie niemieckie drużyny. Jeśli jest ziarno prawdy w słowach Joaquina, który wściekły po porażce z Borussią rzucił: podejrzewam Platniego, ktoś nas nie chciał w Lidze Mistrzów. Z nami łatwiej niż z Realem i UEFA wszystkim manipuluje: sędziami, wynikami i kulkami przy losowaniu, to na zdrowy rozum dwa El Clasico w półfinale z miliardową oglądalnością są jej bardziej na rękę niż tylko jedno w finale (bez gwarancji że się odbędzie, bo przecież Bayern może po drodze wyeliminować którąkolwiek z hiszpańskich drużyn), który i tak bez względu na skład obejrzą setki milionów widzów. Dlatego kulki już się pewnie mrożą w uefowskiej lodówce;-)

cafe_Pol_12